piątek, 25 marca 2011

Panie. To nie są tanie rzeczy.


"To będzie jakieś czterdzieści browarów."
                                 ~ Ferdynand Kiepski 

 
    Gdybym miał teraz 20 mln. dolarów zrobiłbym super film. Wiem to. W związku z tym, że nie mam, mam do wyboru kilka opcji.

  1. Być jak Werner Herzog. Kradniemy kamerę i kręcimy[1].
  2. Być super awangardowym twórcą, który nie kręci komórką z powodu problemów finansowych, tylko z powodów ideologicznych - „ja jestem Malewiczem kina!”.
  3. Być jak twórca hollywoodzki - „ja nie kupuję kamery! Panavision mi ją przecież da! Ewentualnie pożyczę od wujka!” 
  4. Być jak Tommy Lee Jones w „Ściganym” - „zadłużam się u babci i kupuję super pro kamerę”.

Lot nad babcinym gniazdem:

    Ach, czyli zostałeś Herzogiem? W sumie nie miałeś co wybierać, ukradłeś jaką mogłeś. Zostałeś Malewiczem? To za pewne masz większe pojęcie o filmowaniu niż ja, jedź do Japonii, tam kręcą filmy iPhone'ami[2]. Pożyczyłeś od Panawujek? Gratuluję! Wy wszyscy możecie sobie odpuścić ten rozdział. Teraz mówię tylko do tych, którzy chcą kamerę kupić i już zadłużyli się u babci.
    Zastanów się nad tym, co tak naprawdę chcesz filmować. Jeśli wesela to odpuść sobie, to jest poradnik dla wielkich artystów, którzy mają wąsik i trzymają ciągle pędzel w gębie. Nie opiszę tu specjalnie dla Was miliona kamer, poszukajcie sobie w Googlach. Macie grubą kasę? Kupcie RED ONE, albo ARRI Alexa. Ach, czyli jednak nie macie? Kupcie cokolwiek co polecają na forach i nieźle wygląda na Youtube. Ja kupiłem sobie lustrzankę. Deal with it. W kolejnym odcinku - Leo, why?


[1] Wikipedia tak mówi!
[2] http://filmcyfrowy.blogspot.com/2011/01/iphone-wielofunkcyjny.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz