"To będzie jakieś czterdzieści browarów."
~ Ferdynand Kiepski
Gdybym miał teraz 20 mln. dolarów zrobiłbym super film. Wiem to. W związku z tym, że nie mam, mam do wyboru kilka opcji.
- Być jak Werner Herzog. Kradniemy kamerę i kręcimy[1].
- Być super awangardowym twórcą, który nie kręci komórką z powodu problemów finansowych, tylko z powodów ideologicznych - „ja jestem Malewiczem kina!”.
- Być jak twórca hollywoodzki - „ja nie kupuję kamery! Panavision mi ją przecież da! Ewentualnie pożyczę od wujka!”
- Być jak Tommy Lee Jones w „Ściganym” - „zadłużam się u babci i kupuję super pro kamerę”.
Lot nad babcinym gniazdem:
Ach, czyli zostałeś Herzogiem? W sumie nie miałeś co wybierać, ukradłeś jaką mogłeś. Zostałeś Malewiczem? To za pewne masz większe pojęcie o filmowaniu niż ja, jedź do Japonii, tam kręcą filmy iPhone'ami[2]. Pożyczyłeś od Panawujek? Gratuluję! Wy wszyscy możecie sobie odpuścić ten rozdział. Teraz mówię tylko do tych, którzy chcą kamerę kupić i już zadłużyli się u babci.
Zastanów się nad tym, co tak naprawdę chcesz filmować. Jeśli wesela to odpuść sobie, to jest poradnik dla wielkich artystów, którzy mają wąsik i trzymają ciągle pędzel w gębie. Nie opiszę tu specjalnie dla Was miliona kamer, poszukajcie sobie w Googlach. Macie grubą kasę? Kupcie RED ONE, albo ARRI Alexa. Ach, czyli jednak nie macie? Kupcie cokolwiek co polecają na forach i nieźle wygląda na Youtube. Ja kupiłem sobie lustrzankę. Deal with it. W kolejnym odcinku - Leo, why?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz