niedziela, 27 marca 2011

Przydałoby się jakieś porównanie, hę?

A oto i ono. Cztery obiektywy: Canon EF1.4/50, Pentacon MC 1.8/50, Helios 44-2 2/88 i Carl Zeiss Jena 2.8/50 podpięte do Canona 7D. Wiele szczegółów tu nie widać, ale nie na tym się skupiałem. Chodziło mi tylko o pokazanie plastyki obiektywów pod m42. Przy oglądaniu warto pamiętać, że Canon kosztuje ~1400 zł, a m42 można mieć za przysłowiową flaszkę. ISO ustawione było na 640, wszędzie ten sam balans bieli. Spytacie dlaczego takie dziwne ustawienia. Chciałem pokazać jak obiektywy te spiszą się w trochę cięższych niż normalnie warunkach. Wszystkie zostały przymknięte do 2.8.


Taśma 16 mm

Krasnogorsk-3 z kitowym obiektywem
     W momencie kiedy kupimy kamerę nagrywającą na taśmie filmowej, zostaniemy jedynymi w mieście ludźmi, którzy oprócz posiadania takiego sprzętu, wiedzą również do czego się go używa. Lachony nasze. Mam więcej takich kamer, niż filmów, które na nich nagrałem. Nieźle, co? Modelem najbardziej powszechnym u nas jest Krasnogorsk-3, wspaniała, naprawdę wspaniała konstrukcja rodem z USSR.
    Dlaczego 16, a nie 8? Jak kręcisz remake Nosferatu, to w sumie bierz 8. Dlaczego 16, a nie 35? Bo nie masz wujka w Kodaku, a drugiego w Panavision.
    Dlaczego w ogóle? Plastyka! Mówię poważnie. Porównaj sobie zdjęcie zrobione na kliszy z tym cyfrowym. Miażdżąca różnica. A w filmie już w ogóle. Zastanawiałeś się dlaczego, skoro to tyle kosztuje, te największe filmy w Hollywoodzie i tak kręci się na taśmie? Masz odpowiedź. Film ma o wiele większą rozpiętość tonalną, obraz, który na nim powstaje jest o wiele bardziej przyjemny dla oka. Osobiście w technice cyfrowej najbardziej obrzydza mnie szum, jaki produkuje matryca przy wysokiej czułości. W przypadku taśmy nie ma czegoś takiego jak szum. Jest ziarno, które nie ma tak syfskiego wyglądu.

    Skoro taśma jest taka beautiful, to czemu jednak nie ona? Ano to kosztuje.
    Tworzymy obrazy czarno-białe. To da się jeszcze przeżyć. Na polskim rynku jest kilka film (można policzyć je na palcach jednej dłoni), które się jeszcze tym zajmują. Średnio za puszkę zawierającą 30,5m. taśmy, np. Fomapana zapłacicie ok. 140 zł. Trzeba to wywołać. Dostępny jest specjalny zestaw, który kosztuje około stówki i powinien Wam starczyć na kilka takich wołań. Jest też kilka miejsc, w których można to wywołać. Ogłaszają się w Internecie. Optymistycznie zakładając za taśmę i wywoływanie ze wszystkimi przesyłkami zapłacicie ok. 230-250 zł. Niezbyt dużo dopóki nie uświadomimy sobie, że na 30 metrach taśmy można nagrać z prędkością 24fps jakieś dwie, może trzy minuty filmu. Jest jeden plus. Nikt Wam nie zarzuci, że Wasze dzieło to jakaś niskobudżetowa szmira.
    Jeśli masz słabe serce – nie czytaj dalej. Puszka kolorowego filmu do procesu ECN-2 od Kodaka kosztuje jakieś 350 zł po zastosowaniu zniżki dla studentów (kiedyś do nich pisałem, podali mniej więcej właśnie taką cenę). Trzeba to wywołać. W Polsce podejmą się tego dwa zakłady: WFDiF i jeden prywatny. Trzeba liczyć jakieś dwa zeta za metr bieżący. Nawet nie chce mi się tego liczyć, bo wyprodukowanie filmu dłuższego niż godzina kosztować będzie więcej niż kupno przyzwoitej jakości kamery cyfrowej do zastosowań nie tylko podwórkowych, ale również półprofesjonalnych.
Zestaw Tetenala
    Gdzieś kiedyś wyczytałem, że taśmę do procesu ENC-2 da radę wywołać w C41 (czyli w najpopularniejszym procesie kolorowym) po wcześniejszym wypłukaniu jej i oderwaniu warstwy węglowej. Czy to prawda - nie mam pojęcia. W piwnicy mam jeszcze całą puszkę przeterminowanego Kodaka. Spróbuję ją namoczyć, jeśli rzeczywiście coś zacznie się odklejać to spróbuję wywołać to w zestawie Tetenala. Jeśli ktoś robił kiedyś coś tak dziwnego - proszę o kontakt! Poniżej dwa skany, które znalazłem gdzieś w odmętach dysku twardego. Oba z tej samej taśmy naświetlonej Krasnogorskiem. Wątpliwa jakość wynika z tego, że taśma w momencie naświetlania była już przeterminowana dobre 20 lat. Z tego co pamiętam to okres ważności kończył się koło 89 roku. Dowód na to, że przeterminowane taśmy jeszcze się do czegokolwiek poza wzniecaniem pożarów nadają.

Odcinek nie był stricte częścią serii poradników, chociaż w pewien sposób się z nimi łączy. Ostrzegałem, że prezentował będę nie tylko super tipy, ale również wynurzenia. No! Kręcić filmy!






piątek, 25 marca 2011

Panie. To nie są tanie rzeczy.


"To będzie jakieś czterdzieści browarów."
                                 ~ Ferdynand Kiepski 

 
    Gdybym miał teraz 20 mln. dolarów zrobiłbym super film. Wiem to. W związku z tym, że nie mam, mam do wyboru kilka opcji.

  1. Być jak Werner Herzog. Kradniemy kamerę i kręcimy[1].
  2. Być super awangardowym twórcą, który nie kręci komórką z powodu problemów finansowych, tylko z powodów ideologicznych - „ja jestem Malewiczem kina!”.
  3. Być jak twórca hollywoodzki - „ja nie kupuję kamery! Panavision mi ją przecież da! Ewentualnie pożyczę od wujka!” 
  4. Być jak Tommy Lee Jones w „Ściganym” - „zadłużam się u babci i kupuję super pro kamerę”.

Lot nad babcinym gniazdem:

    Ach, czyli zostałeś Herzogiem? W sumie nie miałeś co wybierać, ukradłeś jaką mogłeś. Zostałeś Malewiczem? To za pewne masz większe pojęcie o filmowaniu niż ja, jedź do Japonii, tam kręcą filmy iPhone'ami[2]. Pożyczyłeś od Panawujek? Gratuluję! Wy wszyscy możecie sobie odpuścić ten rozdział. Teraz mówię tylko do tych, którzy chcą kamerę kupić i już zadłużyli się u babci.
    Zastanów się nad tym, co tak naprawdę chcesz filmować. Jeśli wesela to odpuść sobie, to jest poradnik dla wielkich artystów, którzy mają wąsik i trzymają ciągle pędzel w gębie. Nie opiszę tu specjalnie dla Was miliona kamer, poszukajcie sobie w Googlach. Macie grubą kasę? Kupcie RED ONE, albo ARRI Alexa. Ach, czyli jednak nie macie? Kupcie cokolwiek co polecają na forach i nieźle wygląda na Youtube. Ja kupiłem sobie lustrzankę. Deal with it. W kolejnym odcinku - Leo, why?


[1] Wikipedia tak mówi!
[2] http://filmcyfrowy.blogspot.com/2011/01/iphone-wielofunkcyjny.html

Wstęp do filmoznawstwa

Wstęp przed wstępem właściwym: pierwotnie publikacja miała przybrać formę ebooka, jednak przy moim słomianym zapale nigdy zapewne nie zostałaby ukończona. Forma jej jest raczej dowolna - przedstawiam, oprócz podstawowych wskazówek, swoje dywagacje (wynurzenia, chłopie, wynurzenia) na temat filmu w szerokim ujęciu. Jak długa będzie seria? Nie mam pojęcia. Zależy na ile grafomańska żądza pozwoli. Zaczynam od wrzucania tego co już zostało jakiś czas temu napisane.


Wstęp do filmoznawstwa

   Zrobiłeś kiedyś film? Zrobiłeś! Kto nie zrobił?! W dobie powszechnego dostępu do coraz tańszych urządzeń nagrywających, kręcenie filmów wcale nie jest jakimś wysublimowanym hobby. Gorzej, że często produkcje takie do niczego się nie nadają. Mówisz, że spotkało to również ciebie? Czytaj dalej!
   Zazwyczaj wszyscy zaczynają podobnie. Naszą wielką, amerykańską produkcję nagrywamy telefonem komórkowym, albo kamerą segmentu domowego, jeśli jesteśmy super-hiper-pro twórcami, najlepszymi na osiedlu. Aktorami są koledzy. Scenariusz jest zwykle bardzo skomplikowany (ewentualnie, żeby produkcję uczynić bardziej profesjonalną, zmieniamy Andrzej na Andrew, a Wacław na Dick, albo najlepiej na Johnny).



- Andrzej!
- Co?!
- Gówno!
Andrzej uderza Wacława    
w twarz.    




Nokia e71 na maksymalnym zoomie pokazuje skupioną twarz Andrzeja, gdy kolega zaczyna do niego mówić. Niezbyt płynna zmiana długości ogniskowej. Kamera traci oba obiekty z pola widzenia, bo operator nie wytrzymuje i zaczyna się śmiać, kiedy Wacław dostaje w gębę. Z tyłu słychać ryki kolegów, komórka leży już gdzieś na ziemi.


    Pierwszy film już mamy. Porywająca fabuła, niesamowicie precyzyjna gra aktorska, profesjonalny operator. Dopiero, gdy w komentarzach na Youtubie przeczytamy „co za gufno!”, uświadomimy sobie, że nasza produkcja wcale nie była tak dobra jak na początku nam się wydawało i nie zapewni nam raczej na stałe miejsca w panteonie kinematograficznych sław.
    I tutaj właśnie z pomocą przychodzę ja i pozycja, którą właśnie czytasz. Dzięki mnie zostaniesz nowym Bergmanem.